niedziela, 29 grudnia 2013

Rodział I - Ognista- inaczej same kłopoty






Lucjusz opierał się o zagłówek fotela. Myślał o niej. Każdego dnia co raz bardziej i intensywniej. Wiedział, że tego roku tak łatwo nie odpuści, nie tym razem. Posunie się nawet do najodważniejszych kroków, aby ją zdobyć. Mógłby o niej zapomnieć, wyrzucić ze swych myśli, lecz nie dawał rady. Po prostu nie był w stanie. Jednak ona była nieustępliwa. Nie bała się go i najzwyczajniej w świecie wręcz ignorowała.

- Tak, tego roku będzie moja.- mruknął do siebie i pochłonął się wizją jego i Narcyzy razem. Za niecałe trzy godziny ją spotka. Jego plan zacznie działać.

                                                                       ♦♦♦
            Bella i Cyzia deportowały się na stację King’s Cross. Cygnus nie miał ochoty udać się zraz z Bellatrix, aby pożegnać Narcyzę na już jeden z ostatnich roków szkolnych w Hogwarcie. Natomiast Dure
lla udała się na Pokątną w niewiadomej dla pozostałych domowników sprawie. Siostry wiedziały, że głównym powodem dlaczego matka przebywa w domu jest Cygnus. Matka podejrzewała ojca o zdradę, aczkolwiek jej małżonek wszystkiego się wyrzekał. Oboje z rodziców zachowywali się dziwnie w ostatnim czasie, lecz dziewczyny nie zaprzątały sobie tym głowy, wręcz przeciwnie, cieszyły się, że nie muszą słuchać kłótni spowodowanych przez kryzys rodziców.

            Od razu po przybyciu na stację Narcyza pobiegła szukać Vivienne, bo w końcu nie widziały się całe lato .Ucałowała tylko Bellę i obie powiedziały sobie, aby na siebie uważały.
Vivi znalazła  już na peronie 9 i ¾. Natychmiast rzuciła jej się na szyję i mocno przytuliła.

- Hej, Viv.- powiedziała z uśmiechem na twarzy Cyzia i przyjaciółki zaczęły wypytywać się o wakacje i inne dziewczęce sprawy. Jednak uwagę Narcyzy przykuło dziwne zachowanie przyjaciółki.

- Ej, coś się stało ?- spytała.

- Yyy, nie. A coś miało się stać ?- odpowiedziała niepewnie Brightness.

- No dobrze. Chodźmy już, bo się spóźnimy.- powiedziała Narcyza podążając do drzwi pociągu.

            Dziewczęta znalazły wolny przedział na samym końcu czerwonego pojazdu. Obie cieszyły się, że są razem, ale nie dało się nie zauważyć, że przyjaciółki kryły coś przed sobą. Bez słowa otworzyły książki i pogrążyły się w lekturze. Narcyza raz po raz rzucała ukradkowe spojrzenia na Vivienne. Starała skupić się na książce, ale nie dała rady. Spojrzała na Brightness. Oderwała ona wzrok od swojej powieści. Jej wzrok utknął gdzieś w oddali, a oczy zaczęły robić się szkliste i wypełniać małymi kroplami łez.

- Nie mogę patrzeć jak cierpisz.- powiedziała Cyzia i usiadła obok przyjaciółki.- Co się stało? Proszę cię bądź ze mną szczera.

- Na serio chcesz wiedzieć? Niby od kiedy zaczęłaś się przejmować jakąś niepotrzebną koleżanką, która przyda ci się, kiedy masz zły dzień ? Jesteś zasraną egoistką Narcyzo !

- Nie mów tak proszę cię.- powiedziała prawie ze łzami w oczach Black.

- Chcesz wiedzieć co się stało ?! – wykrzyczała Brightness- Moja matka nie żyje. Chciałam cie powiedzieć wcześniej, że choruje, ale ty zawsze znalazłaś jakiś ważniejszy i ciekawszy twoim zdaniem temat !

- Ale to nie tak…- łkała Narcyza- Viv zaczekaj…- głos Cyzi zaczął drżeć. Jej słowa nie pomogły. Vivienne wybiegła i zostawiła ją samą. Czy rzeczywiście była tak złą przyjaciółką ? Narcyza nie umiała odpowiedzieć sobie na to pytanie. Z przedziału obok dobiegały jednak odgłosy zabawy. Zaczęło ją to denerwować i uważała, że to nie fair, iż ktoś tak dobrze bawi się bez niej. Narcyza podniosła się i uspokoiła. Musiała „jakoś” wyglądać w oczach innych uczniów. Otworzyła drzwi i pociągnęła za klamkę sąsiednich.

W tym samym czasie:
           
Z korytarza można było usłyszeć krzyki i płacz. Nagle trzask drzwi i widok długich pasmów blond włosów.

- Czy to nie ta Brightness ?-spytał nie co już pijany Lucjusz Malfoy. To był jego pomysł, aby przemycić trochę Ognistej do pociągu, bo w końcu trzeba uczcić nowy rok szkolny.

- Nie śmiej się tak idioto. – powiedział jeszcze przytomny Amycus Carrow- Pójdę sprawdzić co jej się dzieje. Od dawna podkochiwał się w Vivienne. Była mądra, ładna, a co najważniejsze czystej krwi. Sam nie mógł powiedzieć, że nie jest przystojny. Był wysokim brunetem, o miodowych oczach, oczywiście wyportowanym i dobrym uczniem. Czego chcieć więcej.

Mniej więcej 15 minut później zabawa się rozkręciła. Do przedziału przyszła Bridgiet i jej inne przyjaciółki z Gryffindoru. Zaczęli grać w jakieś gry. Nagle Lucjusz wpadł na pomysł .

- A może by tak oblać Carrow’a kilkoma litrami Ognistej za opuszczenie nas ?- powiedział chytro Malfoy. Pomysł wszystkim się spodobał i zaczęli przygotowania.

- Cicho. Chyba już idzie.- powiedziała chichocząc Lucy Remington, najlepsza przyjaciółka Bridgiet, czarownica półkrwi. Klamka powoli zaczęła się ruszać.

- Trzy… dwa…- zaczął wyliczać Lucjusz, a gdy drzwi otworzyły się krzyknął-…. jeden !! Nagle można było poczuć ostry zapach wódki. Amycusa nie było widać przez falę czerwonego płynu. Słychać było śmiechy i okrzyki. Napój skończył się, a przed nimi stała Narcyza Black, nie wyglądała na zbyt zadowoloną.

Ups!- krzyknęła zadowolona z siebie Bridgiet- Mała Pani Doskonała się ubrudziła ? Hahaha !

-Henderson wyjdź razem z tymi mugolkami.- powiedział stanowczo cały zmoczony Malfoy.

- Ojej to nie przyznajesz się do swojego „genialnego” planu kochanie ? – cmoknęła Bridgiet.

- Nie Malfoy nie ma takiej potrzeby, aby ta twoja suka cię opuszczała. Jesteś skończonym dupkiem. Bawcie się dobrze.-  kpiła sobie z nich Narcyza i wyszła z pomieszczenia.

            Tak to był najgorszy dzień w jej życiu. Straciła przyjaciółkę, rodziców i szanse i chłopaka, na którym jej zaczynało zależeć. Trzeba było uwierzyć dzisiejszej pogodzie i nie wychodzić z łóżka.





Zaczarowani