sobota, 12 lipca 2014

Rozdział VIII- Prawda boli

Narcyza posłała przyjaciółce promienny uśmiech. Od kilku minut cały stół Ślizgonów, aż wrzał od rozmów na temat jej powrotu. Ona natomiast ze spokojem przytakiwała wszystkim głową. Bardzo pragnęła porozmawiać ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi i w końcu nastał ten moment. Nie obyłoby się oczywiście od docinków Malfoy’a. Pomimo tego, iż Narcyza po długim czasie znalazła się w tym miejscu, gdzie być powinna, była przygnębiona. Malfoy zupełnie zapomniał o całym zdarzeniu jakie miało miejsce jeszcze kilka dni temu. Potraktował Black jako zwykłą koleżankę, a ta oczekiwała na coś więcej, na jakiś znak z jego strony. Nic, jedno wielkie nic. Palant. Idiota. Niech mu będzie. Ona nie ma nic więcej do powiedzienia.
Po dłuższej chwili dziewczyna wstała od stołu i popatrzyła na Vivienne. Dla tej niemal oczywistym było, że Narcyza pragnie jak najprędzej wyjść z Wielkiej Sali z niewiadomych jej jeszcze powodów. Obie przygładziły spódnice i praktycznie bez słowa pożegnania opuściły uczniów ze swojego Domu. Mijały za sobą śpieszących się jeszcze uczniów, aby zjeść jakieś resztki z pyszności, które pozostały na stole, albo tych, którzy tak samo jak one nie miały już ochoty na dalsze bezczynne, poobiednie siedzenie przy stole. Kiedy tak szły oczy praktycznie większośći siedzących spoczywały na nich, a głównie na Narcyzie. W końcu to ona po dość długiej nieobecności wreszcie pojawiła się cała, zdrowa i jak zwykle zabójczo piękna.
Po przekroczeniu drzwi Brightness spojrzała badawczo na przyjaciółkę. Jej spojrzenie przeszywało Narcyzę na wylot, lecz ona tylko się roześmiała.

- O co ci chodzi Vivienne ? Jeśli sądzisz, że cokolwiek się wydarzyło to niestety się mylisz.- oznajmiła rozbawiona Black. – Po prostu jestem tak bardzo zmęczona, że za chwilę rąbnę na podłogę uwierz mi.

- Och doprawdy ? Czyżby twoje zachowanie nie jest spowodowane niejakim Lucjuszem Malofy’em ? - dopytywała się Vivienne poważnym tonem, który jednak nie krył zbyt dobrze ciągłego chichotu z jej strony.

- Ależ skądże! – zaprzeczyła Cyzia już prawie krztusząc się ze śmiechu.- Ja i pan Malfoy utrzymujemy czysto koleżeńskie kontakty !

- Kłamczucha!- krzyknęła Viv poczym objęła Black za szyję i wystawiła język.


♦♦♦

Alecto Carrow po dość ciężkim dniu i obiedzie w Wielkiej Sali zmierzała samotnie do swego dormitorium. Wreszcie nadszedł jej ulubiony dzień tygodnia- piątek. Dzień bez nauki i wolny od wszelkich popołudniowych obowiązków. Zamierzała go w pełni spędzić z przyjaciółmi. Spodziewała się też tego dnia imprezy, gdyż Narcyza Black jej jedna z najbliższych przyjaciółek powróciła do zdrowia. Poza tym Amycus i Michelus, którzy normalnie poszliby wraz z nią do Pokoju Wspólnego, dziś zniknęli po posiłku prawdopodobnie po to, aby zorganizować potrzebne rzeczy i przekąski na przyjęcie. Carrow nie przejęła się tym zbytnio. Podążała spokojnie w wyznaczone miejsce. Ku jej zdziwieniu ten nieskazitelny spokój piątkowego popołudnia został brutalnie przerwany przez najmniej spodziewanego gościa.

- A kogo ja widzę ? Czy to ta wyjątkowa Alecto Carrow ? Cóż za spotkanie! – powiedział donośnie siedzący na kamiennych schodach nie kto inny, jak nieznośny Gryfon - James Potter. Wyglądał naprawdę cudownie i nie jedna dziewczyna marzyłaby o takim widoku. Jego długa, kruczoczarna i lekko kręcona grzywka opadała na twarz, a z idealnie dobranych do niego okularów patrzyły na świat nieziemskie czekoladowe oczy. Chłopak posiadał również zniewalający śnieżnobiały uśmiech, który natychmiast oczarował Alecto, lecz ta dość szybko się opanowała i przywróciła do porządku. Nie może ukazać żadnych uczuć wobec niego. No może te najgorsze.

- Potter.- powiedziała dziewczyna, jakby było to najokropniejsze słowo na całym świecie.

- Odpowiedz mi czy ja zasłużyłem na spotkanie takiego cudu stąpającego po ziemi ? – wypowiedział dobitnie to zdanie, a potem ukłonił się przed nią nisko.

- Skończ te gierki dobrze ? Nie mam zamiaru się w nie bawić. Dorośnij trochę.- podsumowała Carrow i odwróciła się od niego.

- Dlaczego jesteś znowu taka opryskliwa moja droga ? Po co te nerwy ? Chciałem zamienić z tobą parę zdań. Mam nadzieję, że się nie obrazisz.- usłyszała za swoimi plecami.

- Naprawdę ? Jakoś zbytnio ci nie wierzę. A właśnie, co się stało z twoją miłością życia, Lily Evans ? Znów dostałeś od niej kosza. Oj ty biedaku.- wyśmiała go Ecto i znów ruszyła szybko przed siebie.

- Dobry żart Carrow. Serio był niezły, ale Evans w końcu będzie moja, zobaczysz.- powiedział pewnie.

- Chciałbyś. Nie dorastasz jej do pięt- ten komentarz wzbudził złość w chłopaku i szybko starał się wyszukać dobrej riposty, która utarłaby nos Ślizgonce. - Od kiedy czystokrwiści wyrażają się pozytywnie o mugolakach Carrow ?

- Czystość krwi to nie wszystko James. Musisz się jeszcze nauczyć wielu rzeczy.

- Powiedz to swojemu bratu oraz jego kolegom.- Alecto odwróciła się w jego stronę. Zupełnie nie spodziewała się takiego komentarza z jego strony. Krew odpłynęła z jej twarzy i zrobiło jej się gorąco. Miała ochotę zbić mu tę śliczną twarzyczkę na kwaśne jabłko. Jak on śmiał?! Nikt nie będzie obrażał jej przyjaciół, a co dopiero rodzonego brata! Podeszła do niego bliżej. Powstrzymała się od wypowiedzenia przekleństwa w jego stronę. Musi zachować powagę i obojętność. Podniosła podbródek do góry i odrzuciła kosmyk włosów za ucho.

- Coś się stało Carrow? Prawda boli uwierz mi. Nawet nie wiesz co się dzieje za twoimi plecami. – powiedział troskliwym, lecz udawanym tonem.

- Czas już na mnie Potter. – pożegnała się z nim nawet nie zaszczycając go spojrzeniem.


♦♦♦
Druella Rosier po kilku tygodniach odpoczynku w domu swej kuzynki wróciła do mieszkania jej męża. Formalnie było też jej, lecz ona zupełnie nie czuła się tu bezpiecznie. Wszystko było takie obce, wręcz straszne. Nie, zdecydowanie nie czuła się tu dobrze. Ponadto niby skrzaty sprawowały opiekę nad czystością, aczkolwiek raczej nie było tego widać. Jej małżonkowi nie przeszkadzał brud, kurz i ogólny syf panujący w całym, calusieńkim domu i w każdym jego zakamarku. Nie miała też pojęcia jak Cygnus mógł przetrwać bez niej cały miesiąc. Bez pomocy tych małych, ohydnych stworzeń pewnie już umierał z głodu. Najchętniej Druella wyprowadziłaby się od męża- tyrana. Jak zwał tak zwał. Niestety nie było takiej opcji. Musiała radzić sobie sama. Nie darzyła swojego partnera żadnym uczuciem, a jednak umiała zachować godność i nie zdradzała go tak jak on z każdą napotkaną dziewczyną.
Czy było jej przykro ? Może. Po kilku latach się przyzwyczaiła.
Kobieta stanęła w przedpokoju, a w nim niemal od razu pojawił się skrzat, na którego rzuciła wielkie i ciężkie futro. Możliwe, że mogło ono zmiażdżyć małe stworzenie, lecz dla niej było to bez znaczenia.

- Obiad ma być gotowy za piętnaście minut, podany tak jak lubię.- rozkazała od niechcenia. Już po chwili w tym całym labiryncie korytarzy odnalazła gabinet Cygnusa Black’a. Zapukała cicho. Nie usłyszała żadnej odmowy ze strony mężczyzny, a więc powoli nacisnęła na klamkę. Widok, który ujrzała niemalże spowodował odruch wymiotny u kobiety. Jej jakże wierny partner całował namiętnie jakąś małolatę, która znalazła się tu prawdopodobnie przez przypadek. Po chwili jego wzrok przeniósł się na Druellę, która stała nieruchomo opierając się o ścianę. Zaprzestał wcześniejszej czynności i szybko odesłał dziewczynę.

- Przepraszam, że przeszkadzam. – wydusiła z siebie i już miała otworzyć drzwi, gdy poczuła silne szarpnięcie w okolicach nadgarstka.

- Wróciłaś do domu. Dawno cię tu nie widziałem. - Cygnus ujrzał przerażenie w oczach Druelli. Uwielbiał to uczucie, kiedy wiedział, że króluje nad wszystkimi, kiedy to on był panem sytuacji. Przytwierdził swe wargi do ust żony. Błądził dłońmi po jej ciele, które z biegiem czasu i tak pozostawało w bardzo dobrej formie.

- Zostaw mnie. Nie zamało ci jeszcze po tym, co zrobiłeś tej dziewczynie ? Jesteś obleśny. Nienawidze cię. – kobieta zdobyła się na odwagę, a by wypowiedzieć to, co od dawna krążyło jej po głowie.

Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Poczuła, że Cygnus ostro popchnął ją do przodu, a ona potrącając przy tym wielki szklany wazon, który oczywiście się rozbił, upada z hukiem na podłogę. Jej mąż zaczął krzyczeć, lecz nic już nie słyszała. Przeszywał ją niesamowity bół spowodowany kolejnymi mocnymi uderzeniami Black’a. Błagała, aby przestał, lecz on tylko delektował się jej cierpieniem. Wreszcie nadeszła chwila, gdzie Druella nie słyszała już nic, a ból odsunął się od niej. Straciła przytomność.






Zaczarowani