wtorek, 28 stycznia 2014
Rozdział V - Hej, kim jesteś ?
Minął już prawie miesiąc od tragicznych wydarzeń związanych z Narcyzą Black, lecz o całym zajściu dalej szemrała cała szkoła. Przez pierwsze kilka dni stanowiło to główny temat rozmów nie tylko Ślizgonów jak i pozostałych uczniów, nawet Gryfonów. Sprawca dalej nie został odnaleziony, co budziło panikę. Jedyną informacją jakiej się dowiedzieli jest to, że tydzień przed otruciem z gabinetu profesora Slughorna zniknął Wywar Żywej Śmierci i to w dość dużej ilości.
Lucjusz Malfoy chyba najbardziej cierpiał z powodu choroby Black. Od pewnego czasu ciągle wyglądał na niewyspanego, zmęczonego i nieobecnego, jakby myślami był zupełnie gdzie indziej. Taka była też prawda. Chłopak ciągle rozpamiętywał bieg zdarzeń z tamtej feralnej nocy.
Retrospekcja
-Dobry Boże co jej się dzieje ?! – łkała Vivienne Brightness. Wybiegła szybko po schodach i uklękła przed przyjaciółką oraz Malfoy’em. Zaczęła potrząsać jej ciałem, wręcz rzucać nim o ziemię, lecz bez skutku. Patrzyła się tępo na Narcyzę przez szkliste oczy, z których po chwili powoli zaczęły spływać słone łzy. Nie mogła dopuścić do siebie myśli, że nigdy więcej nie zobaczy uśmiechniętej twarzy przyjaciółki, nie usłyszy jej perlistego śmiechu, nie ujrzy jak tak słodko się denerwuje. Zdała sobie sprawę jak bardzo tęskniłaby za Cyzią. Poczuła jak ktoś od głaszcze ją delikatnie po plecach. Odwróciła się i przytuliła mocno Alecto i wypłakiwała się w jej ramię, natomiast sama Ecto również nie powstrzymywała płaczu. Michelus wraz z Amycusem niedowierzali w to co się dzieje. Dafne Greengrass cicho otarła łzy i przytuliła się do Rookwooda. Pius Thicknesse upuścił butelkę piwa kremowego, a pozostali wpatrywali się w Lucjusza z niedowierzaniem.
- Co się tak gapicie ?! Spadajcie z tąd!- krzyknął w ich stronę blondyn i wziął Black na ramiona ciągle patrząc na jej bladą twarz, która powoli robiła się fioletowa. Biegnął do Skrzydła Szpitalnego co tchu, nie zważając na to, że potrąca jakiś uczniów. Narcyza zaczęła powoli drgać, a z ust napływała jej krew, którą się dławiła. Lucjusz starał się nie patrzeć na cierpiącą dziewczynę, bo to przyprawiało go o ból, który stawał ł nie do zniesienia. Mocno kopnął ciężkie wrota i głośno nawoływał o pomoc. Po chwili zza kotary wybiegła młoda kobieta ze zdenerwowaną, lecz łagodną twarzą.
- Co ty tu wyprawiasz ?Jest wpół do dwunastej młodzieńcze, a poza tym budzisz mi pacjentów ! – upominała go pielęgniarka, lecz, gdy zobaczyła leżącą w jego ramionach dziewczynę z przerażoną miną wskazała na pobliskie łóżko, aby ją tam położył. Posłuchał jej i delikatnie ułożył Cyzię na śnieżnobiałej pościeli. Z jej ust dalej spływała bordowa krew, a w oczach widział obłęd. Zaczął cichutko płakać, oparł swoją głowę na jej piersi i złapał ją za rękę, która była lodowata. Nie słuchał rozkazów pielęgniarki o wyjście ze skrzydła. Nie mógł opuścić jego Cyzi w takim stanie. W końcu jednak uległ prośbom i wyszedł ze Skrzydła. Oparł się o wysoki filar, który stał naprzeciwko drzwi. Kiedy wzejdzie słońce będzie mógł odwiedzić Narcyzę i przy niej czuwać. Płakał jeszcze z bezsilności jakąś godzinę, aż w końcu zmęczenie przejęło nad nim kontrolę i zasnął.
Każdego dnia te sceny powracały do niego jak koszmar. Chciał dorwać tego, kto jej to zrobił i zabić własnymi rękoma. Stanu Black nie można było określić. Miała swoje dobre jak i złe dni. Przez cały miesiąc Lucjusz był przy niej. Często sam godzinami przesiadywał przed nieprzytomną dziewczyną, nawet czasem zasypiał przy niej na krześle modląc się w duchu, że następnego dnia ona obudzi się i ponownie ujrzy jej piękne błękitne oczy. Opuścił się strasznie w nauce tracąc przy tym pozycję prymusa i zyskując naganę od rodziców, na którą nawet nie raczył odpowiedzieć. Nawet nie będzie się starał zdawać SUM’ów, gdy Narcyza jest w Skrzydle Szpitalnym. Wertował teraz kartki podręcznika do transmutacji pod tytułem „Transmutacja w pigułce- z nami na pewno zdasz”, którą przysłali mu jego rodziciele, lecz szczerze wątpił czy ta beznadziejna lektura w czymkolwiek mu pomoże. W Pokoju Wspólnym panował lekki zamęt, gdyż była to pora obiadowa i wszyscy uczniowie schodzili do Wielkiej Sali. Lucjusz nie miał ochoty na jedzenie. Musiał przyznać, że sporo schudł. Zawsze to planował, choćby kilka kilogramów, lecz zdał sobie sprawę, że nie wyprzystojniał. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Jego stalowe oczy były podkrążone i smutne. Twarz wyraźnie zmęczona. Wychudły i wysoki. Uśmiechnął się, lecz nie był to szczery uśmiech. Wyszedł z tego jakiś krzywy grymas.
-Ja, ja….. ja przepraszam Lucjuszu.- podszedł do niego jakiś pierwszoroczniak z wystającymi zębami.
- Słucham?
- Mam dla ciebie informacje ze Skrzydła Szpitalnego.- powiedział drżącym głosem.
- Co?- blondyn przejawił oznaki zainteresowania.- Gadaj szybko.
- Chodzi o Narcyzę Black tę blondynkę.
- Do cholery wiem kto to Narcyza idioto ! – krzyknął na niego i rzucił książką o podłogę, co spowodowało szybsze oddychanie pierwszoroczniaka.
- O..ona…. się… obudziła.- burknął cicho i odszedł.
Lucjusz stanął jak wryty. Jego serce zaczęło bić o wiele szybciej. Wybiegł z Pokoju Wspólnego. Za chwilę ją zobaczy. Już za moment.
♦♦♦
Po kilku minutach wszedł do Skrzydła Szpitalnego. Poczuł woń perfum Narcyzy i zapach lakieru do paznokci. Rozejrzał się po Sali, lecz zobaczył tylko jedno zajęte łóżko zakryte białymi zasłonami, które pewnie należało do Black. Podszedł do niego, lecz drogę zagrodziła mu pielęgniarka. Przytrzymała go za nadgarstek i nie chciała puścić.
- Ty do niej, tak ? – spytała.
- Tak, czy może mnie pani już puścić ?
- Ależ oczywiście młodzieńcze, chce tylko powiedzieć, że pacjentka jest jeszcze zmęczona. Możesz u niej zostać tylko kilka minut- odpowiedziała, lecz w głowie Lucjusza zabrzmiało to jak „Chyba całą wieczność”.
Odsunął powoli zasłonę, jakby bał się co tam ujrzy. Siedziała prosto na łóżku, malując paznokcie u rąk na czarny kolor. Nuciła pod nosem piosenkę. Po chwili jej oczy spoczęły na Lucjuszu. Chwile mu się przypatrzyła i zmrużyła oczy. Uśmiechnęła się do niego szczerze i skinęła na krzesło stojące obok łóżka.
- Przepraszam może to dziwnie zabrzmi, ale kim ty jesteś ?- spytała się najnormalniej w świecie.
Lucjusza zamurowało.
piątek, 24 stycznia 2014
Rozdział IV - Co złe to kusi
W Wielkiej Sali panował zamęt i hałas. Wszyscy uczniowie zbiegali się na obiad. Słychać było krzyki czarodziei, śmiechy i pohukiwanie sów, które już drugiego dnia szkoły dostarczały listy do swych właścicieli. Pierwszoroczniacy patrzyli na latające półmiski z wielkim zdziwieniem i przerażeniem, z resztą jak na wszystko w zamku. Ktoś zbił szklankę, inny wysypał na blat podłużnych stołów puree ziemniaczane. Zawsze znajdą się właśnie tacy geniusze. Całe to zajście można było opisać jednym słowem- chaos. Jak zwykle.
Syriusz dłubał widelcem w swoim ryżu curry. Całe przedpołudnie udawał, że nic się nie stało podczas śniadania. Wmawiał sobie, iż tego zdarzenia z Viv nie było. Okłamywał swoich przyjaciół jak i samego siebie. Źle to wszystko rozegrał, pośpieszył się, a teraz mógł stracić wymarzoną dziewczynę jednym głupim wybrykiem. Dla niego Vivienne Amy Brightness była kimś więcej niż tylko przyjaciółką. Miał sto dziewczyn, do których nie żywił żadnego uczucia, a ona była inna. Jeszcze nie był do końca pewien, czy to ten sam rodzaj miłości jakim Rogacz darzy Lily, ale nigdy nie czuł się tak dziwnie, gdy spotykał Vi. Te motyle w brzuchu, spocone ręce i ciągłe myśli o niej sprawiały, że dostawał szału.
Wymieszał w końcu mięso, ryż i sałatkę ze sobą, co dawało niezbyt dobry efekt. Chłopakowi od nie chciało się jeść tego jedzeniopodobnego czegoś. James ciągle mówił coś do niego, lecz do Syriusza dochodziły tylko urywki zdań. Evans……kawał….dziewczyna….Smarkerus….trening…..złoty znicz. Nic nie sklejało się w sensowne zdanie. Brunet kiwał tylko głową i od czasu do czasu mruknął „yhm” lub „ok.”. Jego wzrok biegał po stole Ślizgonów chcąc złapać spojrzenie Narcyzy. Musiał z nią poważnie pogadać. W końcu ją znalazł. Przeżuwała z zacięciem kawałek pomidora ,posyłając każdemu mordercze spojrzenie. Obecna postawa panny Black nie wynikała z podłego nastroju, lecz ze skupienia na jedzeniu. Blondynka nigdy nie lubiła rozmawiać w czasie posiłku. Gdy w końcu go dostrzegła uśmiechnęła się lekko. Jej kuzyn odwzajemnił miły gest. Dziewczyna zaczęła wskazywać głową do wyjścia. Syriusz od razu zrozumiał o co chodzi. Przeprosił znajomych i prawie niezauważalnie wyszedł. Nikt nie mógł się dowiedzieć, że ta dwójka potajemnie się przyjaźni, gdyż wpłynęłoby to nie tylko źle na sytuacje w domu Cyzi, ale też ich reputację.W końcu wiadomo, że Dom Węża nie kumpluje się raczej z Gryfonami. Wyszli razem i szybko pobiegli na siódme piętro, w ich ulubione miejsce, gdzie nikt nie mógł ich znaleźć.
♦♦♦
Lucjusz zaczął obawiać się o Narcyze. Niby nie wyrażała do niego wściekłości po incydencie w Ekspresie Hogwart, ale czuł, że nie jest dobrze. Cyźka nie odzywała się do niego. Nawet nie rzucała do niego jakiejś kąśliwej uwagi na temat jego ubioru lub zachowania jak zazwyczaj to robiła. Z jednej strony cieszyło go to, ale z drugiej tęsknił za tym. Nie mógł jej przecież przeprosić. To byłoby niezgodne z etykietą Malfoy’ów. Rozmyślania przerwała mu Bridgiet.
- To jak kochanie ? Coś ty taki poważny ?- zamruczała mu do ucha i rozpięła jeden przezroczysty guziczek od koszuli.
- Możesz przestać? – skarcił ją Lucjusz i szybko wstał od stołu. Widząc zdziwioną minę Henderson przeprosił i musnął tylko ustami jej policzek.
♦♦♦
Słońce chyliło się ku zachodowi. Kuzynostwo opierało się o wysoką ścianę siedząc na parapecie. Oboje potrzebowali tej rozmowy. Nie widzieli się całe lato, gdyż Syriusz unikał spotkań ze swoją najbliższą rodziną, a co dopiero z dalszą. Narcyza wspierała go jak mogła, bo wiedziała, że jest mu ciężko. Pod maską huncwota i przystojniaka krył się mały, wrażliwy, ale silny Syriusz jakiego Cyzia pamięta z czasów dzieciństwa. Był chyba jej najbliższym krewnym nie licząc Andromedy i Bellatrix. Kochała go jak brata, którego nigdy nie miała.
Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Jak to przyjaciele, on jej słuchał, a potem sam się żalił. W końcu dobrnęli do dość skomplikowanego tematu.
- Powiedz mi o co chodzi z Vivienne.- powiedziała stanowczo Narcyza.
- No cóż, o nic nie chodzi. Przynajmniej tak mi się zdaje.- odpowiedział niepewnie niewiedząc,że jego kuzynka wie o porannej katastrofie.
- Nie kłam mi w żywe oczy. Wszystko już wiem. Vi mi powiedziała.
- Nie jestem pewny czy cokolwiek do niej czuję. Naprawdę ! – krzyknął.
- Oj proszę cię, Vivienne ci się podoba, a ty jej. Powiedz mi czy jest jakiś sens, aby się okłamywać ?
Syriusz popatrzył się na nią ze zdziwieniem. Nie mógł uwierzyć w przed chwilą wypowiedziane przez kuzynkę słowa.
-Serio jej się podobam ?
- Znaczy, no może ? Przecież ciągle na ciebie patrzy i widzę, że jest zazdrosna kiedy z tobą rozmawiam.
- Czyli mam jakieś szanse tak ? Mam ?- powiedział i zeskoczył z parapetu.
- Nadzieja umiera ostatnia, ale musisz mi coś obiecać. – odpowiedziała poważnie i popatrzyła mu prosto w oczy.- Nie możesz jej zranić. Ona przechodzi teraz przez trudny okres. Nie możesz jej tego zrobić. Zostaw ją na razie dobrze? – odezwała się cicho patrząc w podłogę.
- Okej.- mruknął Syriusz.- No zeskakuj już czas na nas.- Cyzia zeskoczyła na podłogę i wygładziła sukienkę.
- Jak wyglądam ?
- Ślicznie.- komplementował Syriusz.- Mam propozycje.- uśmiechnął się po huncwocku.- Może tak mały wyścig do Pokoju Życzeń ?
- Tylko nie płacz jak przegrasz, a i wszystkie chwyty dozwolone. – krzyknęła Narcyza i pobiegła przed siebie.
Syriusz niemal od razu dogonił Cyzię, ale ta zaskoczyła go i podłożyła mu nogę. Co jakiś czas rzucali do siebie zaklęcia Immobulus*, Drętwota, a nawet czasem Bombardo Maxima na co Narcyza wybuchała śmiechem, wyczarowywali kałuże błota i potem w nie wpadali, a kiedy Black prawie dobiegała do Pokoju,Syriusz jednym zaklęciem odepchnął ją od nich i potem pomógł jej wstać.
- Remis moja droga.- skłonił się jak gentelman i wyciągnął dłoń do kuzynki.
- Spadaj Black ! – krzyknęła powstrzymując się od śmiechu. Nagle podbiegła do Syriusza i mocno go przytuliła. Tak bardzo potrzebowała teraz czyjegoś wsparcia. Tylko jej kuzyn,Vivienne i Alecto wiedzieli, że Narcyza wcale nie jest tak bardzo wytrzymała jak oczekują tego po niej jej rodzice i siostra. Płakała. Płakała i to dość często, nawet z byle powodu. Nie dałaby rady bez swoich przyjaciół.
- Dziękuje ci za wszystko. – powiedziała i pocałowała go mocno w policzek, poczym odeszła, machając mu na pożegnanie.
♦♦♦
Narcyza po kolacji udała się od razu do dormitorium, aby porozmawiać jeszcze z przyjaciółkami. Jeszcze nie zdążyła nawet wymienić kilku słów z Alecto. Stęskniła się za nią, jednak, gdy weszła do pomieszczenia nikogo tam nie zastała. Okno było dziwnie uchylone, co zmartwiło Cyzię. Najdziwniejsze w tym było jednak to, że na jej półeczce leżał mały flakonik. Najpierw nie zwrócił uwagi dziewczyny, lecz po chwili zaczął ją drażnić. Miliony pytań zaczęło krążyć w głowie Black. W końcu podeszła do stoliczka i wzięła go do ręki. Płyn miał ciemny kolor. Był czarny, lecz pływały w nim srebrne drobinki. Narcyza pociągnęła za korek i poczuła gorzką woń. Wpadła na pomysł wypicia nieznanego eliksiru. Jak pomyślała tak zrobiła. Rzuciła szklany flakonik na ziemię i podążyła w stronę Pokoju Wspólnego. Stanęła na schodach i zaczęło wirować się jej w głowie. Krzyki Ślizgonów stawały się co raz cichsze. Oparła się ręką o drewnianą poręcz. Poczuła mocny ból głowy i uczucie jakby coś paliło się w jej płucach. Ostatkami sił spojrzała na Malfoya, Alecto, Michelusa i Vivienne wchodzących do Pokoju. Zobaczyła na ich twarzach przerażenie. Dała za wygraną bólowi i upadła na zimną podłogę. Pojedyncza łza spłynęła jej po bardzo jasnym, prawie białym policzku. Ostatnim obrazem, który ujrzała były zimne, metalowe oczy. Ktoś położył rękę na jej lewej piersi i przytrzymał głowę.
- Black, coś ty zrobiła.- usłyszała zrozpaczony, męski, znajomy jej głos i ze zmęczenia zamknęła oczy lecąc w dół.
piątek, 10 stycznia 2014
Rozdział III - Nie zepsuj tego
Przyjaciółki zmierzały do lochów. Gdy weszły do Pokoju Wspólnego nie zauważyły już prawie nikogo oprócz kilku śpiących Ślizgonów.
No tak. – pomyślała Narcyza- Dziś była impreza powitalna.
Tak długo siedziały na Wieży , że, aż o tym zapomniały. Jednak nie żałowały tego, bo raczej nie chciały się upić już pierwszego dnia szkoły. Wiedziały, że na imprezy przyjdzie jeszcze czas. Wyszły cicho po schodach i ruszyły ku swojemu dormitorium.
Vivienne otworzyła drzwi. Cyzia stanęła w przejściu i dokładnie przyjrzała się pomieszczeniu. Tak dawno jej tu nie było, ale jednak wszystko było takie same, wszystko było na miejscu. Pokój był średniej wielkości, lecz wystarczało trzem dziewczynom. Dominowały w nim klasyczne kolory: biały, który górował nad czarnymi akcesoriami. Każda dziewczyna sama przystrajała swoją ścianę, gdyż wszystkie miały do dyspozycji tylko jedną. Po wejściu do pokoju ta po lewej należała do Alecto. Była to chyba najbardziej uporządkowana część pokoju i najbardziej dziewczęca. We flakonie z wodą stały świeże białe tulipany nie wiadomo skąd wzięte przez Ecto. Całą szafkę nocną przystrajały świece zapachowe, które uwielbiała. Kąt Vivienne nie wyróżniał się prawie niczym od mnóstwa książek ( głównie romansideł z nieszczęśliwym zakończeniem), wieloma obrazami, pędzlami i tubkami farb powywalanych na podłogę. Artystyczna dusza. Natomiast Cyzia miała sentyment do zdjęć. Cała ściana zakryta była zielonymi lub czarnymi ramkami z fotografiami jej, jej rodziny oraz przyjaciół. Na ostatniej ścianie stały oparte trzy duże, czarne szafy, ale pomimo to i tak większość ubrań niedługo będzie porozrzucana poza nie. Na środku położony był puszysty dywan, który w tej chwili oświecała przepiękna mozaika z kryształów przedstawiająca węża,która ułożona była na całym suficie. Narcyza uwielbiała tu przebywać i to właśnie z tym miejscem związanych miała wiele wspomnień.
Alecto już spała, ale widać było po niej, że właśnie wróciła z imprezy i, że jest upita. Pozostałe współlokatorki nie chciały jej przeszkadzać, więc szybko się umyły i wskoczyły do swoich łóżek. Black spojrzała jeszcze kątem oka na zegar, który pokazywał godzinę 3:15. Nie miało to w tej chwili większego znaczenia, gdyż jutro jest sobota, dzień wolny od nauki. Zamierzała ją spędzić na przebywaniu wraz z przyjaciółmi na leniuchowaniu. Narcyza przymknęła oczy. Była bardzo zmęczona dzisiejszymi przeżyciami, a ból ręki dalej jej doskwierał. Rozluźniła się jednak i zasnęła.
♦♦♦
Vivienne obudziły mocne promienie słońca. Schowała głowę pod poduszkę i próbowała kontynuować sen, lecz bezskutecznie. Wstała z łóżka i zobaczyła na łóżku skuloną w kłębek Alecto i rozwaloną na całym łóżku Narcyzę na drugim. Zaśmiała się cicho pod nosem i poszła do łazienki. Ta również była w odcieniach bieli, ale także beżu. Umyła szybko twarz i ubrała się w bordodwą, przylegającą do ciała spódniczkę oraz krótką, czarną bluzkę. Nałożyła też czarne niskie trampki, wyczesała włosy, pomalowała lekko usta szminką tego samego koloru, co spódnica i wybiegła do Wielkiej Sali. Nie było tam prawie nikogo prócz kilku Kruponów, dwóch Puchonek oraz jednego samotnie siedzącego Gryfona, w którym Viv rozpoznała jednego z jej przyjaciół, Syriusza Black’a. Podeszła do niego i zakryła mu oczy swoimi rękoma.
- Zgadnij kto to mój Syriuszku.- powiedziała chichocząc Viv.
- Przestań Vi ! Zabieraj te cuchnące kwiatami łapy ! – zaczął krzyczeć i rzucać się Syriusz.
-Och no dobra.- odpowiedziała i usiadła naprzeciw chłopaka.
Zaczęli ze sobą rozmawiać i opowiadać o wakacjach. Syriusz opowiadał kawały i razem się z nich śmiali. I nagle dziewczyna ujrzała uśmiech chłopaka nie ten wymuszony, ale ten prawdziwy i czarujący. To szczęście w jego oczach. Zobaczyła jak jego ręka dotyka jej dłoni i zaczyna lekko ją głaskać. Po całym ciele przeszły jej takie lekkie i przyjemne dreszcze. Nagle usłyszała ten bajeczny i niski głos.
- Haloooo, ziemia do Vivienne. Jest tam ktoś ? – zaśmiał się Syriusz.
- Uch, tak,tak. Przepraszam cię, ale chyba już na mnie pora.
- Ok, trudno. Może jeszcze się dziś spotkamy ?
- No pewnie. To do zobaczenia Łapo.- uśmiechnęła się do niego.
Chłopak podszedł do niej i spojrzał w jej brązowe oczy. Czuł jej liliowe perfumy. Zamknął oczy, chwycił jej chłodną rękę i zbliżył się do niej. Czuł jej co raz szybszy oddech i łomotanie serca. Jej blade usta były co raz bliżej jego malinowych.
- Nie Syriuszu. Przepraszam ja nie… - urwała zdanie, odsunęła się od niego i odeszła do wyjścia, pozostawiając tak go samego. Stał teraz jak palant i tylko odprowadzał wzrokiem blondynkę.
♦♦♦
Siedziała już na tym parapecie jakieś pół godziny, ale dalej nic nie rozumiała. Przecież Syriusz to był jej przyjaciel. Kocha ją ? Czy to raczej jakiś kolejny dwutygodniowy związek ? Teraz to już nie miała pojęcia, czy sama czuje coś więcej. Nawet nie miała pewności, że czuje cokolwiek do Amycusa. Cała ta sytuacja podczas śniadania była dość dziwna. Najpierw normalnie rozmawiali, a potem chciał ją pocałować ? To raczej nie realne. Może źle to odebrała ? Może to był zwykły żart, bo to przecież w stylu Syriusza. Nie mogła zapomnieć jaka szczęśliwa była kiedy złapał ją za dłoń, gdy czuła jego oddech na swojej piersi. Chciała żeby ją pocałował, ale nie chciała z nim chodzić. Wiedziała jak to się skończy. Pochodzi z nią, a potem żuci, bo mu się znudziła. Nie mogła do tego dopuścić. Rozmyślania przerwała Cyźka, która biegnąc po korytarzu wrzeszczała do niej.
- Salazarze ile ja się ciebie naszukałam ! Wychodzisz sobie od tak i nic mi nie mówisz ! A jak plączę cię jak głupia po całym zamku i nie mogę cię znaleźć.
- Przepraszam Cyziu. Nie budziłam cię bo sama wstałam o 6, a ty o której ? O prawie 10. No widzisz, chciałaś tak wcześnie wstawać ?
- No już dobrze, a co ty tu tak siedzisz i rozmyślasz ?
- Ech… No więc musisz mi pomóc.- powiedziała mocno zakłopotana Brightness i zaczęła wszystko opowiadać. Oczywiście nie obyłoby się bez wcinania się co chwila Narcyzy do monologu Viv, ale jakoś dobrnęła do końca.
- O Merlinie ! – piszczała Cyzia i skakała po kamiennej posadzce.- uspokoiła się trochę i powoli powiedziała- Jeden z największych przystojniaków w Hogwarcie, czarodziej czystej krwi, mądry i zabawny, a w dodatku kuzyn pięknej i utalentowanej Narcyzy Black,– te pięć ostatnich słów mocno zaakcentowała i zaszczebiotała rzęsami.- się w tobie zakochał ! Czy ty to rozumiesz ?! Syriusz Black pewnie myśli o tobie dzień i noc i chce cię zdobyć !- wrzeszczała z radości Cyzia.
- I co z tego ? Cyźka ja nawet nie wiem czy on mi się podoba. A co z Amycusem ? On też chyba czuje do mnie coś więcej. Co ja mam zrobić ? – spytała się, zsunęła z parapetu i skoczyła przed przyjaciółkę.
Wielkie błękitne oczy wpatrywały się w nią z niedowierzaniem.
- No coś ty Vi ! Po co ty się martwisz ? Ciesz się życieeeem ! – wyśpiewała z radością Narcyza melodyjnym głosem i porwała przyjaciółkę do tańca. Vivienne zaczęła się śmiać.
- Ty jesteś jakaś nienormalna ! – mówiła Vi, tarzając się ze śmiechu- Nie wiem co ty bierzesz, ale dziś zdecydowanie to przedawkowałaś !
Tańczyły tak razem w świetle słońca i śmiały się do rozpuku. Obie wiedziały, że wszystko jest dobrze. Wiedziały, że nie wytrzymałyby bez siebie i rzeczywiście zgodnie ze wskazówkami Black cieszyły się teraz chwilą, życiem.
wtorek, 7 stycznia 2014
Rozdział II - Nawet to można przebaczyć
Narcyza otworzyła drzwi przedziału i wyszła. Na początku szła powoli, dumnie, jej wyraz twarzy był neutralny. Potem zaczęła przyspieszać. Biegła przez korytarz. Słyszała w oddali głos Lucjusza, który ją wołał i chichoty innych. Czuła na sobie spojrzenia wszystkich. Widziała jakby przez mgłę ich śmiejące się z niej twarze. Nie znosiła tego. Teraz nic się dla niej nie liczyło. Chciała tylko cofnąć czas. Chciała pobiec za Vivienne, przeprosić i po sprawie, ale nie zrobiła tego. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że to jej duma ją zatrzymała. Nagle otworzyła drzwi do łazienki. Na ścianie wisiało stare lustro. Miała przed oczyma obraz samej siebie. Zaczęła śmiać się histerycznie jak jakaś opętana. Jeszcze raz spojrzała na lustro. Wyglądała tak okropnie. Patrzyła tak, a jej głowie uroiły się myśli, że jest brzydka, gruba, nikomu niepotrzebna. Zwinęła rękę w pięść, zamachnęła się i mocno uderzyła w szkło. Lustro spadło i roztrzaskało się. Z dłoni Narcyzy spływała krew. Nie przejęła się tym. Wyszła z łazienki w dość opłakanym ( wiem idealne do sytuacji) stanie. W drodze do przedziału zobaczyła Vivienne. Opierała się o ścianę, a Amycus Carrow trzymał na jej talii dłoń. Wyglądali na szczęśliwych. Narcyza wiedziała od dawna, że oboje są w sobie zakochani i ta cała maskarada jest niepotrzebna. Jej przyjaciółka spojrzała na nią. Na jej twarzy pojawił się wyraz współczucia, ale potem przemienił on się w obojętność. Gdy Narcyza była w zły humorze to Vivi przytulała ją, pocieszała i oczywiście słuchała. Była tak dobrą i wierną przyjaciółką. Teraz nie miała na co liczyć. Wszystko zepsuła. Wyminęła parę przyjaciół i poszła do swojego przedziału, aby posiedzieć samotnie, aż do przybcia do Hogwartu.
♦♦♦
Po przybyciu na miejsce wszyscy uczniowie zebrali się w Wielkiej Sali. Lucjusz usiadł po środku całego stołu Slytherinu. Obok niego siedział Michelus, Alecto i Pius Thicknesse, a naprzeciwko Amycus i Vivienne. Nie miał pojęcia gdzie podziewa się Narcyza. Żałował tego, co zrobił w Ekspresie. Upokorzył ją i wiedział, że w takiej sytuacji jego plan zdobycia blondynki się opóźni. Spojrzał na Vivienne i spytał się poważnym tonem :
- Gdzie jest Black ?
- A co ? Zaczynasz się przejmować gdzie jest Cyźka ? – odpowiedziała oschle Brightness.
- Rozumiem, że się pokłóciłyście.
- Nie powinno cię to obchodzić, a z resztą sama tego chciała.
- Sądzę, że powinniście się pogodzić. Nie chcę słyszeć ciągłych kłótni w naszym dormitorium. –dorzuciła Alecto.
- Zgadzam się z tobą siostra- powiedział Amycus śmiejąc się.
- Zamknijcie się ! To nie wasza sprawa ! – zaczęła krytykować ich Viv. – Jesteście bandą…
- Debili. Tak wiemy.- dokończył za nią Michelus. – A teraz sama się przymknij, bo Tiara za chwilę zacznie śpiewać.
Na środek podestu weszła Minerwa McGonnagal, trzymając w ręce Tiarę Przydziału. Obok lewej ściany stali wszyscy pierwszoroczniacy. Wyglądali na przerażonych obecną sytuacją. Nagle oczy wszystkich uczniów zwróciły się na nakrycie głowy. Zaczęło się :
Lat temu tysiąc z górą,
Gdy jeszcze nowa byłam,
Założycieli tej szkoły'
Przyjaźń szczera łączyła.
Jeden im cel przyświecał
I jedno mieli pragnienie,
By swą wiedzę przekazać
Przyszłym pokoleniom.
"Razem będziemy budować!
Wiedzy pochodnię nieść!
Razem będziemy nauczać
I wspólne życie wieść".
Gdzie szukać takiej zgody
I tak głębokiej przyjaźni:
Czworo myślących zgodnie
I nie znających waśni.
Gryffindor i Slytherin
zgadzali się nawet w snach.
I zawsze widziano razem
Ravenclaw i Hufflepuff.
Jak więc taka przyjaźń
Już wkrótce się rozpadła?
Tego młodzież dzisiejsza'
Przenigdy nie odgadła.
Slytherin nagle oświadcza,
Że ani mu się śni,
Nauczać magii takich,
Co nie są czystej krwi.
Ravenclaw na to rzecze,
Że bystrych nauczać chce,
Gryffindor że ceni dzielność
Bardziej niż czysta krew.
Hufflepuff chce uczyć wszystkich,
Jak głośno oświadczyła.
Sporu nie rozstrzygnięto
Ja tego świadkiem byłam.
Bo każdy z założycieli
W domu swym rządzić chce,
Każdy przy swoim wyborze
Do końca upiera się.
Slytherin przyjmuje takich,
Co mają czystą krew,'
Co mają więcej sprytu
Od uczniów domów trzech,
Ravenclaw bystrych ceni,
Gryffindor dzielnych chce,
A Hufflepuff resztę uczy
Wszystkiego co sama wie.
Tak więc spór zakończono
I przyjaźń się umocniła,
Na wiele lat powróciła.
Lecz później znów niezgoda
Wśród czworga się zakrada,
Na błędach wykarmiona,
Czai się w sercach zdrada.
Domy, co jak filary
Dzielnie wspierały szkołę,
Zaczęły sobie nawzajem
Narzucać swoja wolę.'
I już się wydawało,
Że koniec szkoły bliski,
Że odtąd druh druhowi
Stanie się nienawistny,
Że miecz o miecz uderzy
I wnet poleje się krew,
Gdy wtem Slytherin stary
Odchodzi z zamku precz.
I choć ucichły waśnie,
Choć spory wygaszono,
Odtąd we wspólnym dziale
Już się nie jednoczono.
I dotąd zgodna czwórka
Niezgodna trójką się stała,
I odtąd domy Hogwartu
Dzieli różnica niemała.
A teraz mnie posłuchajcie,'
Wybiła wasza godzina,
Teraz Tiara Przydziału
Rozdzielać was zaczyna.
I chociaż nie wiem sama,
Czy błędu nie popełnię,
Ten przykry obowiązek
Dziś wobec was wypełnię.
Tak jak mi rozkazano,
Na domy was podzielę ,
Choć nie wiem , czy przypadkiem
Przyjaciół nie rozdzielę.
Choć nie wiem, czy mój wybór
Do zguby wiedzie wprost.
Musze wyboru dokonać,
Bo taki już mój los.
Czytajcie znaki czasu,
Poczujcie grozy tchnienie,
Bo dzisiaj Hogwart cały
Osnuły złowróżbne cienie.
Wróg z zewnątrz na nas czyha,
Śmiertelny gotując nam cios, .
Musimy się zjednoczyć
By złowrogi odwrócić los.
Wyznałam wam cała prawdę,
Niczego nie ukryłam
I Ceremonię Przydziału
Za chwilę rozpoczynam.
Sądząc po minach uczniów wszyscy byli zdziwieni słowami pieśni Tiary. Jeszcze nigdy ich przed niczym nie ostrzegała. Prawie wszyscy uczniowie nie wiedzieli kogo lub czego mają się obawiać, lecz wyjątkiem był Lucjusz Malfoy i paru innych Ślizgonów. Wiedział i to doskonale, ale nie był w stanie się do tego przyznać. Wstydził się tego…
♦♦♦
Patrzyła na piękny widok błoni z Wieży Astronomicznej. Nie chciała być teraz w Wielkiej Sali. Nie miała ochoty patrzeć w oczy swoich przyjaciół i okłamywać ich, że wszystko jest ‘’ok’’. Nie,nie było. Chciała przeprosić Vivienne. Tu miała się z nią spotkać. Zostawiła na jej nocnej szafce liścik. Miała nadzieję, że go przeczyta. Słyszała wrzaski uczniów wychodzących z Wielkiej Sali. Nie miała pojęcia czym się tak cieszyli. Dla niej nie było czym. Oparła się o zimną ścianę muru. Przymknęła oczy, a z nich spłynęła pojedyncza łza.
W końcu po kilkunastu minutach usłyszała cichy stukot koturn Vivienne idącej po schodach. Brightness podeszła do niej i splotła ręce na piersiach.
- Czego ode mnie chcesz Cyziu ? – spytała się wyniośle.
- Viv, ja, ja…- zaczęła jąkać się Black.
-Słucham.- powiedziała druga i usiadła na kamiennej ławce.
-Więc, chciałabym cię przeprosić. Nie dostrzegłam tego jak bardzo byłam zarozumiała. To prawda, że nie widziałam jak wiele dla mnie znaczysz. Jesteś wspaniała, piękna i naprawdę każdy chłopak może pozazdrościć Amycusowi. Jestem taka głupia, wybacz mi proszę cię…
-Cyziu, oczywiście, że tak, ale przecież to też moja wina. Tak bardzo cię kocham. Jak zobaczyłam, gdy płaczesz nie mogłam na to patrzeć. Cały dzień chodziłam jak na szpilkach. Wszystko przez ciebie Narcyziniu.- powiedziała z uśmiechem przez szloch Vivienne.
-Oj Vivienne.- powiedziała Cyzia szlochając i przytuliła przyjaciółkę.
- Chodźmy już do dormitorium, bo pewnie Ecto *się o nas martwi. – złapała Black za rękę i obie wybiegły z Wieży.
* zdrobnienie od Alecto ( nie wiem czy w ogóle takie coś istnieje xd )
Subskrybuj:
Posty (Atom)