środa, 12 lutego 2014

Rozdział VI- Nocna przechadzka



„Odsunął powoli zasłonę, jakby bał się co tam ujrzy. Siedziała prosto na łóżku, malując paznokcie u rąk na czarny kolor. Nuciła pod nosem piosenkę. Po chwili jej oczy spoczęły na Lucjuszu. Chwile mu się przypatrzyła i zmrużyła oczy. Uśmiechnęła się do niego szczerze i skinęła na krzesło stojące obok łóżka.

- Przepraszam może to dziwnie zabrzmi, ale kim ty jesteś ?- spytała się najnormalniej w świecie.

Lucjusza zamurowało.”


Odsunął wzrok od dziewczyny i spojrzał na błonia. Wpatrywał się w wielkie pola trawy, boisko do gry w Quidditch’a, wielkie jezioro, uczniów odpoczywających na ławkach, błękitne niebo i jasne słońce. Pomimo tego, że kończył się już październik dni dalej były bardzo ciepłe. Wszystko było tak idealne, nie zauważył żadnej niedoskonałości. Znowu przyjrzał się przez ramię Narcyzie, która była wyraźnie zdziwiona, wręcz zdezorientowana całą sytuacją. Czarny lakier wylewał się po prześcieradle i szybko je barwił, a Cyzia dalej trzymała mały pędzelek w dłoni. Po chwili jakby oprzytomniała, gdyż Lucjusz skarcił ją wzrokiem i odłożyła lakier na miejsce, zamykając go mocno, aby ponownie się nie wylał. Złożyła ręce chcąc je ogrzać. Chłopak widział jak jego ukochana myśli, stara się coś przypomnieć, połączyć wszystkie fakty. Malfoy miał już tego dosyć.

- Brawo Black nabrałaś mnie ! Tak głupi Malfoy się nabrał, ale czy mogłabyś już przestać udawać ?- wykrzyczał jej prosto w twarz. Cyzia lekko podskoczyła. Nie mogła przyjąć do siebie myśli, że blondyn ją wyśmiał, wręcz upokorzył. Popatrzyła na niego złowrogo . Wstała i oczom Lucjusza ukazało się chude i posiniaczone ciało Narcyzy. Podeszła do niego. I to bardzo blisko.

-Kim ty do cholery jesteś? Jak śmiesz się tak do mnie zwracać ?!- Black odwdzięczyła się Lucjuszowi również krzykiem. Potem Lucjusz poczuł ostry ból w okolicach policzków, gdyż Narcyza wymierzyła mu karę za słowa, które do niej skierował.

- Ty mała suko.- popchnął ją na ścianę, a ta jęknęła. Przytrzymał ją za wychudłą szyję, a różdżkę przytwierdził do głowy. Narcyza próbowała się wyrwać z objęć Lucjusza, lecz na marne. Malfoy dostał się do jej myśli. Zobaczył lęk. Strach.

-Jaka ona jest głupia.- pomyślał. Dalej wiercił w jej mózgu, a ona chyba nie wiedząc, co się dzieje pozwalała mu na to. Szukał jakiegokolwiek wspomnienia związanego ze sobą. Choćby małego. I znalazł. Doskonale pamiętał ten dzień, bo to wtedy dziewczyna po raz pierwszy obdarzyła go uśmiechem. Nie tym wykrzywionym grymasem, który prawie zawsze przed nim udawała z racji tego, że czasami chciała być miła, ale tym szczerym.

Retrospekcja:

Był to już prawie koniec drugiego roku Lucjusza w Hogwarcie. Tyle się zdarzyło, zarówno tych dobrych jak i tych złych rzeczy. Nie mógł uwierzyć jak bardzo się zmienił. Nie tylko w wyglądzie, bo trzeba było przyznać, że wyprzystojniał, ale także w poglądach. Uzyskał pozycję prymusa klasy oraz ścigającego w drużynie Ślizgonów. Zacieśnił związki z liczącymi się jego zdaniem i jego rodziców przyjaciółmi. Nagle usłyszał głośne śmiechy jakiś starszych uczniów, a także ciche pojękiwanie znanego mu głosu. Przyspieszył kroku i już po chwili ujrzał Ślizgonkę- blondynkę, o pięknych błękitnych oczach, z pierwszego roku, czyli o rok od niego młodszą. To była Narcyza Black. O tak zdecydowanie ta dziewczyna namieszała mu ostatnimi czasu w głowie. Wcześniej poznał już jej starszą siostrę Bellatrix, która zrobiła na nim ogromne wrażenie. Zarówno Bella jak i Cyzia odznaczały się od wszystkich odwagą, kulturą. Były nadzwyczaj piękne i tak jak prawie każda czystokrwista rodzina ceniły sobie czystą krew i etykietę. Przez cały rok nauki nie można było nazwać uczuć jakie panują pomiędzy nim a młodszą Black. Od początku blondynka wypowiedziała mu wojnę, gdyż chyba jako jedyna skutecznie odparła jego urok osobisty, gdyż podczas kolacji pierwszego dnia pobytu w Hogwarcie wylała na niego dzban soku dyniowego, co wywołało śmiech wszystkich uczniów szkoły. Znienawidził ją, ale ona miała coś w sobie. Coś co go do niej przyciągało. Ba ! Często zazdrościł różnym chłopcom, z którymi Narcyza rozmawiała, śmiała się lub choćby wychodziła gdzieś po lekcjach. Nie mógł jednak powiedzieć, że się w niej zakochał, co to, to nie. Lucjusz Malfoy nie daje się poddawać byle komu. A na pewno nie jakiejś tam dziewczynie. Jednakże zobaczył ją teraz, stała na środku korytarza, a wokół niej krążyło dwóch trzecioklasistów. Byli obrzydliwi. Ich skórę na twarzy pokrywały pryszcze, a na nosie obu chłopców spoczywały wykrzywione okulary. Widać było, że są rozwścieczeni z powodu nie udanego podrywu Black. Oboje zaczęli krzyczeć na Narcyzę i dokuczać jej.

- No tak tego można było się spodziewać.- zakpił w myślach Lucjusz. – Ci idioci chyba nie wiedzą z kim zadzierają.

Podszedł bliżej, tak, aby go zobaczyli. Malfoy niemal, że dorównywał im wzrostem, nawet był nie co wyższy. Bez problemu obezwładnił ich i stali teraz tak bez różdżek. Uciekli w popłochu panicznie bojąc się Lucjusza. Ten odgarnął tylko włosy i podbiegł do Cyzi. Pomógł jej wstać. Dziewczyna otrzepała  szatę i podziękowała mu za pomoc, poczym lekko się uśmiechnęła. Lucjusz odwzajemnił ten uśmiech, a ta chwyciła go za dłoń i uścisnęła, w geście podziękowania. Następnie odwróciła się i zaczęła iść w stronę lochów.

Lucjusz nie mógł tego pojąć. Czyli pamiętała go jako jakiegoś dwunastoletniego idiotę, który jej pomógł ?

- Ty naprawdę mnie nie pamiętasz. – powiedział drżącym głosem. Pozostawił tak sam Narcyzę bez nikogo, bez żadnej pomocy. Nie mógł jej teraz oglądać. Nie mógł na nią patrzeć. Sam jej widok cholernie go bolał. Popchnął wielkie wrota Skrzydła Szpitalnego. Czuł się bezsilny.

♦♦♦

Dwie młode dziewczyny siedziały razem na łóżku. Były to Vivienne Brightness oraz Narcyza Black- przyjaciółki od dzieciństwa, gdyż ich rodzice byli bliskimi kolegami już za czasów szkolnych. Ich radosne twarze oświetlał blask księżyca za oknem. Po dość długiej rozłące spowodowanej chorobą Cyzi miały sobie dużo do powiedzenia. O wiele za dużo. Viv raz po raz otwierała buzię, aby coś powiedzieć, a jej przyjaciółka siedziała tylko wpatrując się w nią z zaciekawieniem. Obu dziewczętom uśmiech nie schodził z twarzy.

- Czy ty to rozumiesz Cyzieńko ?! Augustus Rookwood rzucił tę idiotkę Greengrass ! Z tego, co wiem od Michelusa to przyłapał ją na całowaniu się z jakimś Krukonem ! Rozumiesz to Cyziu ?- plotkowała Brightness.

- Pewnie ktoś jej za to zapłacił. – śmiała się z rówieśniczki Black.- A jak w szkole ? Ciężko ? – spytała się. Vivienne zmarszczyła brwi i odetchnęła.

- Zdecydowanie. Ledwo wytrzymuje. Wszyscy wciskają nam masę pracy domowej. Ciesz się, że do ciebie przyszłam, bo mam jeszcze do napisania wypracowanie z transmutacji na 3 stopy ! McGonnagal chyba nas nienawidzi ! – odpowiedziała ze smutkiem w głosie Viv. Nagle przyjaciółki usłyszały szelest rozsuwającej się zasłony. Przed nimi stanęła starsza kobieta w szlafroku i czepku na głowie.

- Co ty tu jeszcze robisz młoda damo ? Która to już godzina ?! Chryste Panie wpół do dziesiątej ! Brightness koniec odwiedzin, już wynocha !- zaczęła przepędzać pielęgniarka. Vivienne szybko zebrała książki do starej skórzanej torby, ucałowała Cyzię w policzek i wyleciała ze Skrzydła Szpitalnego.

- Jak się czujesz maleńka ?- powiedziała potulnie staruszka wyciągając małe fiolki z eliksirami na stoliczek nocny.

- Ja szczerze powiedziawszy nie wiem. Dlaczego straciłam pamięć ? I dlaczego, niektóre rzeczy pamiętam, a inne nie ? – spytała się blondynka.

- Chodzi ci o tego młodzieńca, który przybiegł niemalże od razu po twoim przebudzeniu ?- Narcyza pokiwała znacząco głową.- To było do przewidzenia moja droga. To cud, że nie umarłaś. Ocalił się właśnie on. Lucjusz Malfoy, z tego co wiem jeden z najprzystojniejszych uczniów w szkole. Czystej krwi, starszy od ciebie o rok. Pamiętam jak przybiegł tu ze łzami w oczach i z tobą w ramionach. Ktoś podał ci Wywar Żywej Śmierci i to w śmiertelnej dawce. Uwierz mi to dziwne, że cokolwiek pamiętasz. – uśmiechnęła się smutno kobieta.

- Czy….czy my…jesteśmy parą ?- spytała się z nadzieją Cyzia.- Wie pani o co mi chodzi. Ja i ten cały Malfoy ?

- Niestety nie mogę odpowiedzieć ci na to pytanie. Spróbuj sama. Chyba nie jesteś dla niego byle kim skoro przychodził tu niemal codziennie, nawet czasami zasypiał właśnie tu obok ciebie.

- Naprawdę ? On tu był ? – Narcyza nie otrzymała odpowiedzi. Usłyszała tylko ciche dobranoc od pielęgniarki. Nie pozostało jej nic tylko wyczekiwać następnego dnia. Otuliła się szczelnie śnieżnobiałą kołdrą i przymknęła oczy. Zasnęła.

♦♦♦

Obudził ją ciepły dotyk czyjejś ręki. Zaczęła śmiać się jak głupia, bo spowodowało to łaskotki. Był środek nocy, a więc prawie nic nie było widać. Narcyza lekko otworzyła oczy. Czuła ciepły oddech na jej piersi. Znów się zaśmiała.

- Cholera Cyziu bądź cicho.- rozkazał jej męski głos. Black posłusznie stłumiła śmiech w sobie. Silne ręce podniosły ją z posłania. Wtuliła się w nieznaną jej osobę, a ręce zaplotła na szyi. Jej policzek lekko musnął kosmyk platynowych włosów.

- O Merlinie.- powiedziała w myślach dziewczyna. Wiedziała kim jest chłopak, który niósł ją teraz. To był Lucjusz Malfoy. W ciągu tej nocy dawnych wspomnień jakby przybyło, lecz widziała je jak przez mgłę. Część jej ciała chciała wyrwać się z porządnego uścisku Malfoy’a, lecz dała za wygraną. Lucjusz pogłaskał jej czoło, chcąc chyba ją uspokoić. Nagle uderzyła ją silna fala zimna. Zorientowała się, że wyszli z Zamku. Popatrzyła się pytająco na Lucjusza jakim sposobem wydostali się z Hogwartu.

- Jestem perfektem. A mając do tego jeszcze wpływowych rodziców mogę robić tak naprawdę co tylko zechcę.- wyszeptał jak najciszej. Po uzyskaniu odpowiedzi Narcyza powoli przyzwyczaiła się do zimna. Lucjusz ogrzewał ją całym ciałem, co bardzo jej się podobało. Chciała zostać dłużej w ramionach chłopaka. Stoooop. Jak mogła tak mówić ? Przecież to ten sam Lucjusz Malfoy jakiego choć trochę pamiętała. Nie mogła przebaczyć mu wszystkiego i tak o wtulać się w niego. Ale było jej tak przyjemnie. Znowu poddała się rozkoszy. Po chwili jej oczom ukazało się olbrzymie, przepiękne jezioro. Jego tafla wody odbijała księżycowe światło, co dawało cudowny efekt. Malfoy usadowił ją na zimnej, kamiennej ławce i usiadł obok niej. Niemal natychmiast przytulił ją do siebie. Delektowali się razem tym widokiem.

-Czemu mnie tu zabrałeś ?- spytała się Black.

-Ja… ja, nie podoba ci się tak ?- chłopak odsunął się szybko i wstał. Narcyza zadrżała.

- Lucjuszu tu jest wspaniale. – podeszła do niego. – Tylko nie wiem dlaczego zabrałeś tu właśnie mnie? Mnie Cyzię. – powiedziała cicho i spuściła głowę. Chłopak złapał jej podbródek i uniósł ku górze. Patrzyła teraz w jego metalowe tęczówki, które srebrzyły się w świetle księżyca. Mogła powiedzieć, że ją hipnotyzowały. Lucjusz przyciągnął ją do siebie nie tracąc kontaktu wzrokowego. Musiała przyznać, że czuła się nieswojo w tej sytuacji, ale czekała też jak dalej się potoczy. Blondyn odgarnął kosmyk jej włosów za ucho.

- Zimno ci ?- wyszeptał. Narcyza przytaknęła. – To zaraz nie będzie.- odpowiedział uwodzicielsko, zarazem władczo. Rzeczywiście miał on rację. Jego twarde usta ogrzały całe jej zmarznięte ciało. Nawet się nie zastanowiła, a odwzajemniła pocałunek. To był chyba najlepszy moment w jej życiu. Wszystkie wspomnienia zaczęły krążyć jej w głowie. Wróciła jej pamięć. Nie to się jednak liczyło. Czuła się teraz taka potrzebna, ale nic nie mogła zrobić. Pocałunek stawał się co raz bardziej namiętny i dziki. Zupełnie odpłynęła w jego ramionach. Nie wiedziała ile czasu minęło. Nie czuła już przeszywającego jej ciało zimna, a ciepło, wręcz gorąco bijące z jej środka. Stali tak jeszcze dość długo nie zwracając uwagi na nic. Po prostu zapomnieli o bożym świecie.

Zaczarowani