wtorek, 28 stycznia 2014
Rozdział V - Hej, kim jesteś ?
Minął już prawie miesiąc od tragicznych wydarzeń związanych z Narcyzą Black, lecz o całym zajściu dalej szemrała cała szkoła. Przez pierwsze kilka dni stanowiło to główny temat rozmów nie tylko Ślizgonów jak i pozostałych uczniów, nawet Gryfonów. Sprawca dalej nie został odnaleziony, co budziło panikę. Jedyną informacją jakiej się dowiedzieli jest to, że tydzień przed otruciem z gabinetu profesora Slughorna zniknął Wywar Żywej Śmierci i to w dość dużej ilości.
Lucjusz Malfoy chyba najbardziej cierpiał z powodu choroby Black. Od pewnego czasu ciągle wyglądał na niewyspanego, zmęczonego i nieobecnego, jakby myślami był zupełnie gdzie indziej. Taka była też prawda. Chłopak ciągle rozpamiętywał bieg zdarzeń z tamtej feralnej nocy.
Retrospekcja
-Dobry Boże co jej się dzieje ?! – łkała Vivienne Brightness. Wybiegła szybko po schodach i uklękła przed przyjaciółką oraz Malfoy’em. Zaczęła potrząsać jej ciałem, wręcz rzucać nim o ziemię, lecz bez skutku. Patrzyła się tępo na Narcyzę przez szkliste oczy, z których po chwili powoli zaczęły spływać słone łzy. Nie mogła dopuścić do siebie myśli, że nigdy więcej nie zobaczy uśmiechniętej twarzy przyjaciółki, nie usłyszy jej perlistego śmiechu, nie ujrzy jak tak słodko się denerwuje. Zdała sobie sprawę jak bardzo tęskniłaby za Cyzią. Poczuła jak ktoś od głaszcze ją delikatnie po plecach. Odwróciła się i przytuliła mocno Alecto i wypłakiwała się w jej ramię, natomiast sama Ecto również nie powstrzymywała płaczu. Michelus wraz z Amycusem niedowierzali w to co się dzieje. Dafne Greengrass cicho otarła łzy i przytuliła się do Rookwooda. Pius Thicknesse upuścił butelkę piwa kremowego, a pozostali wpatrywali się w Lucjusza z niedowierzaniem.
- Co się tak gapicie ?! Spadajcie z tąd!- krzyknął w ich stronę blondyn i wziął Black na ramiona ciągle patrząc na jej bladą twarz, która powoli robiła się fioletowa. Biegnął do Skrzydła Szpitalnego co tchu, nie zważając na to, że potrąca jakiś uczniów. Narcyza zaczęła powoli drgać, a z ust napływała jej krew, którą się dławiła. Lucjusz starał się nie patrzeć na cierpiącą dziewczynę, bo to przyprawiało go o ból, który stawał ł nie do zniesienia. Mocno kopnął ciężkie wrota i głośno nawoływał o pomoc. Po chwili zza kotary wybiegła młoda kobieta ze zdenerwowaną, lecz łagodną twarzą.
- Co ty tu wyprawiasz ?Jest wpół do dwunastej młodzieńcze, a poza tym budzisz mi pacjentów ! – upominała go pielęgniarka, lecz, gdy zobaczyła leżącą w jego ramionach dziewczynę z przerażoną miną wskazała na pobliskie łóżko, aby ją tam położył. Posłuchał jej i delikatnie ułożył Cyzię na śnieżnobiałej pościeli. Z jej ust dalej spływała bordowa krew, a w oczach widział obłęd. Zaczął cichutko płakać, oparł swoją głowę na jej piersi i złapał ją za rękę, która była lodowata. Nie słuchał rozkazów pielęgniarki o wyjście ze skrzydła. Nie mógł opuścić jego Cyzi w takim stanie. W końcu jednak uległ prośbom i wyszedł ze Skrzydła. Oparł się o wysoki filar, który stał naprzeciwko drzwi. Kiedy wzejdzie słońce będzie mógł odwiedzić Narcyzę i przy niej czuwać. Płakał jeszcze z bezsilności jakąś godzinę, aż w końcu zmęczenie przejęło nad nim kontrolę i zasnął.
Każdego dnia te sceny powracały do niego jak koszmar. Chciał dorwać tego, kto jej to zrobił i zabić własnymi rękoma. Stanu Black nie można było określić. Miała swoje dobre jak i złe dni. Przez cały miesiąc Lucjusz był przy niej. Często sam godzinami przesiadywał przed nieprzytomną dziewczyną, nawet czasem zasypiał przy niej na krześle modląc się w duchu, że następnego dnia ona obudzi się i ponownie ujrzy jej piękne błękitne oczy. Opuścił się strasznie w nauce tracąc przy tym pozycję prymusa i zyskując naganę od rodziców, na którą nawet nie raczył odpowiedzieć. Nawet nie będzie się starał zdawać SUM’ów, gdy Narcyza jest w Skrzydle Szpitalnym. Wertował teraz kartki podręcznika do transmutacji pod tytułem „Transmutacja w pigułce- z nami na pewno zdasz”, którą przysłali mu jego rodziciele, lecz szczerze wątpił czy ta beznadziejna lektura w czymkolwiek mu pomoże. W Pokoju Wspólnym panował lekki zamęt, gdyż była to pora obiadowa i wszyscy uczniowie schodzili do Wielkiej Sali. Lucjusz nie miał ochoty na jedzenie. Musiał przyznać, że sporo schudł. Zawsze to planował, choćby kilka kilogramów, lecz zdał sobie sprawę, że nie wyprzystojniał. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Jego stalowe oczy były podkrążone i smutne. Twarz wyraźnie zmęczona. Wychudły i wysoki. Uśmiechnął się, lecz nie był to szczery uśmiech. Wyszedł z tego jakiś krzywy grymas.
-Ja, ja….. ja przepraszam Lucjuszu.- podszedł do niego jakiś pierwszoroczniak z wystającymi zębami.
- Słucham?
- Mam dla ciebie informacje ze Skrzydła Szpitalnego.- powiedział drżącym głosem.
- Co?- blondyn przejawił oznaki zainteresowania.- Gadaj szybko.
- Chodzi o Narcyzę Black tę blondynkę.
- Do cholery wiem kto to Narcyza idioto ! – krzyknął na niego i rzucił książką o podłogę, co spowodowało szybsze oddychanie pierwszoroczniaka.
- O..ona…. się… obudziła.- burknął cicho i odszedł.
Lucjusz stanął jak wryty. Jego serce zaczęło bić o wiele szybciej. Wybiegł z Pokoju Wspólnego. Za chwilę ją zobaczy. Już za moment.
♦♦♦
Po kilku minutach wszedł do Skrzydła Szpitalnego. Poczuł woń perfum Narcyzy i zapach lakieru do paznokci. Rozejrzał się po Sali, lecz zobaczył tylko jedno zajęte łóżko zakryte białymi zasłonami, które pewnie należało do Black. Podszedł do niego, lecz drogę zagrodziła mu pielęgniarka. Przytrzymała go za nadgarstek i nie chciała puścić.
- Ty do niej, tak ? – spytała.
- Tak, czy może mnie pani już puścić ?
- Ależ oczywiście młodzieńcze, chce tylko powiedzieć, że pacjentka jest jeszcze zmęczona. Możesz u niej zostać tylko kilka minut- odpowiedziała, lecz w głowie Lucjusza zabrzmiało to jak „Chyba całą wieczność”.
Odsunął powoli zasłonę, jakby bał się co tam ujrzy. Siedziała prosto na łóżku, malując paznokcie u rąk na czarny kolor. Nuciła pod nosem piosenkę. Po chwili jej oczy spoczęły na Lucjuszu. Chwile mu się przypatrzyła i zmrużyła oczy. Uśmiechnęła się do niego szczerze i skinęła na krzesło stojące obok łóżka.
- Przepraszam może to dziwnie zabrzmi, ale kim ty jesteś ?- spytała się najnormalniej w świecie.
Lucjusza zamurowało.
Subskrybuj:
Posty (Atom)