piątek, 10 stycznia 2014
Rozdział III - Nie zepsuj tego
Przyjaciółki zmierzały do lochów. Gdy weszły do Pokoju Wspólnego nie zauważyły już prawie nikogo oprócz kilku śpiących Ślizgonów.
No tak. – pomyślała Narcyza- Dziś była impreza powitalna.
Tak długo siedziały na Wieży , że, aż o tym zapomniały. Jednak nie żałowały tego, bo raczej nie chciały się upić już pierwszego dnia szkoły. Wiedziały, że na imprezy przyjdzie jeszcze czas. Wyszły cicho po schodach i ruszyły ku swojemu dormitorium.
Vivienne otworzyła drzwi. Cyzia stanęła w przejściu i dokładnie przyjrzała się pomieszczeniu. Tak dawno jej tu nie było, ale jednak wszystko było takie same, wszystko było na miejscu. Pokój był średniej wielkości, lecz wystarczało trzem dziewczynom. Dominowały w nim klasyczne kolory: biały, który górował nad czarnymi akcesoriami. Każda dziewczyna sama przystrajała swoją ścianę, gdyż wszystkie miały do dyspozycji tylko jedną. Po wejściu do pokoju ta po lewej należała do Alecto. Była to chyba najbardziej uporządkowana część pokoju i najbardziej dziewczęca. We flakonie z wodą stały świeże białe tulipany nie wiadomo skąd wzięte przez Ecto. Całą szafkę nocną przystrajały świece zapachowe, które uwielbiała. Kąt Vivienne nie wyróżniał się prawie niczym od mnóstwa książek ( głównie romansideł z nieszczęśliwym zakończeniem), wieloma obrazami, pędzlami i tubkami farb powywalanych na podłogę. Artystyczna dusza. Natomiast Cyzia miała sentyment do zdjęć. Cała ściana zakryta była zielonymi lub czarnymi ramkami z fotografiami jej, jej rodziny oraz przyjaciół. Na ostatniej ścianie stały oparte trzy duże, czarne szafy, ale pomimo to i tak większość ubrań niedługo będzie porozrzucana poza nie. Na środku położony był puszysty dywan, który w tej chwili oświecała przepiękna mozaika z kryształów przedstawiająca węża,która ułożona była na całym suficie. Narcyza uwielbiała tu przebywać i to właśnie z tym miejscem związanych miała wiele wspomnień.
Alecto już spała, ale widać było po niej, że właśnie wróciła z imprezy i, że jest upita. Pozostałe współlokatorki nie chciały jej przeszkadzać, więc szybko się umyły i wskoczyły do swoich łóżek. Black spojrzała jeszcze kątem oka na zegar, który pokazywał godzinę 3:15. Nie miało to w tej chwili większego znaczenia, gdyż jutro jest sobota, dzień wolny od nauki. Zamierzała ją spędzić na przebywaniu wraz z przyjaciółmi na leniuchowaniu. Narcyza przymknęła oczy. Była bardzo zmęczona dzisiejszymi przeżyciami, a ból ręki dalej jej doskwierał. Rozluźniła się jednak i zasnęła.
♦♦♦
Vivienne obudziły mocne promienie słońca. Schowała głowę pod poduszkę i próbowała kontynuować sen, lecz bezskutecznie. Wstała z łóżka i zobaczyła na łóżku skuloną w kłębek Alecto i rozwaloną na całym łóżku Narcyzę na drugim. Zaśmiała się cicho pod nosem i poszła do łazienki. Ta również była w odcieniach bieli, ale także beżu. Umyła szybko twarz i ubrała się w bordodwą, przylegającą do ciała spódniczkę oraz krótką, czarną bluzkę. Nałożyła też czarne niskie trampki, wyczesała włosy, pomalowała lekko usta szminką tego samego koloru, co spódnica i wybiegła do Wielkiej Sali. Nie było tam prawie nikogo prócz kilku Kruponów, dwóch Puchonek oraz jednego samotnie siedzącego Gryfona, w którym Viv rozpoznała jednego z jej przyjaciół, Syriusza Black’a. Podeszła do niego i zakryła mu oczy swoimi rękoma.
- Zgadnij kto to mój Syriuszku.- powiedziała chichocząc Viv.
- Przestań Vi ! Zabieraj te cuchnące kwiatami łapy ! – zaczął krzyczeć i rzucać się Syriusz.
-Och no dobra.- odpowiedziała i usiadła naprzeciw chłopaka.
Zaczęli ze sobą rozmawiać i opowiadać o wakacjach. Syriusz opowiadał kawały i razem się z nich śmiali. I nagle dziewczyna ujrzała uśmiech chłopaka nie ten wymuszony, ale ten prawdziwy i czarujący. To szczęście w jego oczach. Zobaczyła jak jego ręka dotyka jej dłoni i zaczyna lekko ją głaskać. Po całym ciele przeszły jej takie lekkie i przyjemne dreszcze. Nagle usłyszała ten bajeczny i niski głos.
- Haloooo, ziemia do Vivienne. Jest tam ktoś ? – zaśmiał się Syriusz.
- Uch, tak,tak. Przepraszam cię, ale chyba już na mnie pora.
- Ok, trudno. Może jeszcze się dziś spotkamy ?
- No pewnie. To do zobaczenia Łapo.- uśmiechnęła się do niego.
Chłopak podszedł do niej i spojrzał w jej brązowe oczy. Czuł jej liliowe perfumy. Zamknął oczy, chwycił jej chłodną rękę i zbliżył się do niej. Czuł jej co raz szybszy oddech i łomotanie serca. Jej blade usta były co raz bliżej jego malinowych.
- Nie Syriuszu. Przepraszam ja nie… - urwała zdanie, odsunęła się od niego i odeszła do wyjścia, pozostawiając tak go samego. Stał teraz jak palant i tylko odprowadzał wzrokiem blondynkę.
♦♦♦
Siedziała już na tym parapecie jakieś pół godziny, ale dalej nic nie rozumiała. Przecież Syriusz to był jej przyjaciel. Kocha ją ? Czy to raczej jakiś kolejny dwutygodniowy związek ? Teraz to już nie miała pojęcia, czy sama czuje coś więcej. Nawet nie miała pewności, że czuje cokolwiek do Amycusa. Cała ta sytuacja podczas śniadania była dość dziwna. Najpierw normalnie rozmawiali, a potem chciał ją pocałować ? To raczej nie realne. Może źle to odebrała ? Może to był zwykły żart, bo to przecież w stylu Syriusza. Nie mogła zapomnieć jaka szczęśliwa była kiedy złapał ją za dłoń, gdy czuła jego oddech na swojej piersi. Chciała żeby ją pocałował, ale nie chciała z nim chodzić. Wiedziała jak to się skończy. Pochodzi z nią, a potem żuci, bo mu się znudziła. Nie mogła do tego dopuścić. Rozmyślania przerwała Cyźka, która biegnąc po korytarzu wrzeszczała do niej.
- Salazarze ile ja się ciebie naszukałam ! Wychodzisz sobie od tak i nic mi nie mówisz ! A jak plączę cię jak głupia po całym zamku i nie mogę cię znaleźć.
- Przepraszam Cyziu. Nie budziłam cię bo sama wstałam o 6, a ty o której ? O prawie 10. No widzisz, chciałaś tak wcześnie wstawać ?
- No już dobrze, a co ty tu tak siedzisz i rozmyślasz ?
- Ech… No więc musisz mi pomóc.- powiedziała mocno zakłopotana Brightness i zaczęła wszystko opowiadać. Oczywiście nie obyłoby się bez wcinania się co chwila Narcyzy do monologu Viv, ale jakoś dobrnęła do końca.
- O Merlinie ! – piszczała Cyzia i skakała po kamiennej posadzce.- uspokoiła się trochę i powoli powiedziała- Jeden z największych przystojniaków w Hogwarcie, czarodziej czystej krwi, mądry i zabawny, a w dodatku kuzyn pięknej i utalentowanej Narcyzy Black,– te pięć ostatnich słów mocno zaakcentowała i zaszczebiotała rzęsami.- się w tobie zakochał ! Czy ty to rozumiesz ?! Syriusz Black pewnie myśli o tobie dzień i noc i chce cię zdobyć !- wrzeszczała z radości Cyzia.
- I co z tego ? Cyźka ja nawet nie wiem czy on mi się podoba. A co z Amycusem ? On też chyba czuje do mnie coś więcej. Co ja mam zrobić ? – spytała się, zsunęła z parapetu i skoczyła przed przyjaciółkę.
Wielkie błękitne oczy wpatrywały się w nią z niedowierzaniem.
- No coś ty Vi ! Po co ty się martwisz ? Ciesz się życieeeem ! – wyśpiewała z radością Narcyza melodyjnym głosem i porwała przyjaciółkę do tańca. Vivienne zaczęła się śmiać.
- Ty jesteś jakaś nienormalna ! – mówiła Vi, tarzając się ze śmiechu- Nie wiem co ty bierzesz, ale dziś zdecydowanie to przedawkowałaś !
Tańczyły tak razem w świetle słońca i śmiały się do rozpuku. Obie wiedziały, że wszystko jest dobrze. Wiedziały, że nie wytrzymałyby bez siebie i rzeczywiście zgodnie ze wskazówkami Black cieszyły się teraz chwilą, życiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)