wtorek, 7 stycznia 2014
Rozdział II - Nawet to można przebaczyć
Narcyza otworzyła drzwi przedziału i wyszła. Na początku szła powoli, dumnie, jej wyraz twarzy był neutralny. Potem zaczęła przyspieszać. Biegła przez korytarz. Słyszała w oddali głos Lucjusza, który ją wołał i chichoty innych. Czuła na sobie spojrzenia wszystkich. Widziała jakby przez mgłę ich śmiejące się z niej twarze. Nie znosiła tego. Teraz nic się dla niej nie liczyło. Chciała tylko cofnąć czas. Chciała pobiec za Vivienne, przeprosić i po sprawie, ale nie zrobiła tego. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że to jej duma ją zatrzymała. Nagle otworzyła drzwi do łazienki. Na ścianie wisiało stare lustro. Miała przed oczyma obraz samej siebie. Zaczęła śmiać się histerycznie jak jakaś opętana. Jeszcze raz spojrzała na lustro. Wyglądała tak okropnie. Patrzyła tak, a jej głowie uroiły się myśli, że jest brzydka, gruba, nikomu niepotrzebna. Zwinęła rękę w pięść, zamachnęła się i mocno uderzyła w szkło. Lustro spadło i roztrzaskało się. Z dłoni Narcyzy spływała krew. Nie przejęła się tym. Wyszła z łazienki w dość opłakanym ( wiem idealne do sytuacji) stanie. W drodze do przedziału zobaczyła Vivienne. Opierała się o ścianę, a Amycus Carrow trzymał na jej talii dłoń. Wyglądali na szczęśliwych. Narcyza wiedziała od dawna, że oboje są w sobie zakochani i ta cała maskarada jest niepotrzebna. Jej przyjaciółka spojrzała na nią. Na jej twarzy pojawił się wyraz współczucia, ale potem przemienił on się w obojętność. Gdy Narcyza była w zły humorze to Vivi przytulała ją, pocieszała i oczywiście słuchała. Była tak dobrą i wierną przyjaciółką. Teraz nie miała na co liczyć. Wszystko zepsuła. Wyminęła parę przyjaciół i poszła do swojego przedziału, aby posiedzieć samotnie, aż do przybcia do Hogwartu.
♦♦♦
Po przybyciu na miejsce wszyscy uczniowie zebrali się w Wielkiej Sali. Lucjusz usiadł po środku całego stołu Slytherinu. Obok niego siedział Michelus, Alecto i Pius Thicknesse, a naprzeciwko Amycus i Vivienne. Nie miał pojęcia gdzie podziewa się Narcyza. Żałował tego, co zrobił w Ekspresie. Upokorzył ją i wiedział, że w takiej sytuacji jego plan zdobycia blondynki się opóźni. Spojrzał na Vivienne i spytał się poważnym tonem :
- Gdzie jest Black ?
- A co ? Zaczynasz się przejmować gdzie jest Cyźka ? – odpowiedziała oschle Brightness.
- Rozumiem, że się pokłóciłyście.
- Nie powinno cię to obchodzić, a z resztą sama tego chciała.
- Sądzę, że powinniście się pogodzić. Nie chcę słyszeć ciągłych kłótni w naszym dormitorium. –dorzuciła Alecto.
- Zgadzam się z tobą siostra- powiedział Amycus śmiejąc się.
- Zamknijcie się ! To nie wasza sprawa ! – zaczęła krytykować ich Viv. – Jesteście bandą…
- Debili. Tak wiemy.- dokończył za nią Michelus. – A teraz sama się przymknij, bo Tiara za chwilę zacznie śpiewać.
Na środek podestu weszła Minerwa McGonnagal, trzymając w ręce Tiarę Przydziału. Obok lewej ściany stali wszyscy pierwszoroczniacy. Wyglądali na przerażonych obecną sytuacją. Nagle oczy wszystkich uczniów zwróciły się na nakrycie głowy. Zaczęło się :
Lat temu tysiąc z górą,
Gdy jeszcze nowa byłam,
Założycieli tej szkoły'
Przyjaźń szczera łączyła.
Jeden im cel przyświecał
I jedno mieli pragnienie,
By swą wiedzę przekazać
Przyszłym pokoleniom.
"Razem będziemy budować!
Wiedzy pochodnię nieść!
Razem będziemy nauczać
I wspólne życie wieść".
Gdzie szukać takiej zgody
I tak głębokiej przyjaźni:
Czworo myślących zgodnie
I nie znających waśni.
Gryffindor i Slytherin
zgadzali się nawet w snach.
I zawsze widziano razem
Ravenclaw i Hufflepuff.
Jak więc taka przyjaźń
Już wkrótce się rozpadła?
Tego młodzież dzisiejsza'
Przenigdy nie odgadła.
Slytherin nagle oświadcza,
Że ani mu się śni,
Nauczać magii takich,
Co nie są czystej krwi.
Ravenclaw na to rzecze,
Że bystrych nauczać chce,
Gryffindor że ceni dzielność
Bardziej niż czysta krew.
Hufflepuff chce uczyć wszystkich,
Jak głośno oświadczyła.
Sporu nie rozstrzygnięto
Ja tego świadkiem byłam.
Bo każdy z założycieli
W domu swym rządzić chce,
Każdy przy swoim wyborze
Do końca upiera się.
Slytherin przyjmuje takich,
Co mają czystą krew,'
Co mają więcej sprytu
Od uczniów domów trzech,
Ravenclaw bystrych ceni,
Gryffindor dzielnych chce,
A Hufflepuff resztę uczy
Wszystkiego co sama wie.
Tak więc spór zakończono
I przyjaźń się umocniła,
Na wiele lat powróciła.
Lecz później znów niezgoda
Wśród czworga się zakrada,
Na błędach wykarmiona,
Czai się w sercach zdrada.
Domy, co jak filary
Dzielnie wspierały szkołę,
Zaczęły sobie nawzajem
Narzucać swoja wolę.'
I już się wydawało,
Że koniec szkoły bliski,
Że odtąd druh druhowi
Stanie się nienawistny,
Że miecz o miecz uderzy
I wnet poleje się krew,
Gdy wtem Slytherin stary
Odchodzi z zamku precz.
I choć ucichły waśnie,
Choć spory wygaszono,
Odtąd we wspólnym dziale
Już się nie jednoczono.
I dotąd zgodna czwórka
Niezgodna trójką się stała,
I odtąd domy Hogwartu
Dzieli różnica niemała.
A teraz mnie posłuchajcie,'
Wybiła wasza godzina,
Teraz Tiara Przydziału
Rozdzielać was zaczyna.
I chociaż nie wiem sama,
Czy błędu nie popełnię,
Ten przykry obowiązek
Dziś wobec was wypełnię.
Tak jak mi rozkazano,
Na domy was podzielę ,
Choć nie wiem , czy przypadkiem
Przyjaciół nie rozdzielę.
Choć nie wiem, czy mój wybór
Do zguby wiedzie wprost.
Musze wyboru dokonać,
Bo taki już mój los.
Czytajcie znaki czasu,
Poczujcie grozy tchnienie,
Bo dzisiaj Hogwart cały
Osnuły złowróżbne cienie.
Wróg z zewnątrz na nas czyha,
Śmiertelny gotując nam cios, .
Musimy się zjednoczyć
By złowrogi odwrócić los.
Wyznałam wam cała prawdę,
Niczego nie ukryłam
I Ceremonię Przydziału
Za chwilę rozpoczynam.
Sądząc po minach uczniów wszyscy byli zdziwieni słowami pieśni Tiary. Jeszcze nigdy ich przed niczym nie ostrzegała. Prawie wszyscy uczniowie nie wiedzieli kogo lub czego mają się obawiać, lecz wyjątkiem był Lucjusz Malfoy i paru innych Ślizgonów. Wiedział i to doskonale, ale nie był w stanie się do tego przyznać. Wstydził się tego…
♦♦♦
Patrzyła na piękny widok błoni z Wieży Astronomicznej. Nie chciała być teraz w Wielkiej Sali. Nie miała ochoty patrzeć w oczy swoich przyjaciół i okłamywać ich, że wszystko jest ‘’ok’’. Nie,nie było. Chciała przeprosić Vivienne. Tu miała się z nią spotkać. Zostawiła na jej nocnej szafce liścik. Miała nadzieję, że go przeczyta. Słyszała wrzaski uczniów wychodzących z Wielkiej Sali. Nie miała pojęcia czym się tak cieszyli. Dla niej nie było czym. Oparła się o zimną ścianę muru. Przymknęła oczy, a z nich spłynęła pojedyncza łza.
W końcu po kilkunastu minutach usłyszała cichy stukot koturn Vivienne idącej po schodach. Brightness podeszła do niej i splotła ręce na piersiach.
- Czego ode mnie chcesz Cyziu ? – spytała się wyniośle.
- Viv, ja, ja…- zaczęła jąkać się Black.
-Słucham.- powiedziała druga i usiadła na kamiennej ławce.
-Więc, chciałabym cię przeprosić. Nie dostrzegłam tego jak bardzo byłam zarozumiała. To prawda, że nie widziałam jak wiele dla mnie znaczysz. Jesteś wspaniała, piękna i naprawdę każdy chłopak może pozazdrościć Amycusowi. Jestem taka głupia, wybacz mi proszę cię…
-Cyziu, oczywiście, że tak, ale przecież to też moja wina. Tak bardzo cię kocham. Jak zobaczyłam, gdy płaczesz nie mogłam na to patrzeć. Cały dzień chodziłam jak na szpilkach. Wszystko przez ciebie Narcyziniu.- powiedziała z uśmiechem przez szloch Vivienne.
-Oj Vivienne.- powiedziała Cyzia szlochając i przytuliła przyjaciółkę.
- Chodźmy już do dormitorium, bo pewnie Ecto *się o nas martwi. – złapała Black za rękę i obie wybiegły z Wieży.
* zdrobnienie od Alecto ( nie wiem czy w ogóle takie coś istnieje xd )
Subskrybuj:
Posty (Atom)